some counting:

niedziela, 5 grudnia 2010

11: Deceptacon

Tak, miałam konkretną schizę na muzykę z jednego hmm 'worka'. Jeśli odkrywałam 'gatunek', którego nazwa nic mi nie mówiła, to było to równoznaczne z przesłuchaniem masy zespołów, które jakoby miały owy 'gatunek' reprezentować. W ten sposób poznałam wiele zespołów - lepszych, gorszych, nieważne. Po wczorajszym Robots in disguise szybko wpadłam w electroclash/electronic/jakieś inne dziwne nazwy... Ogółem charakteryzujące się jednym: damski wokal, niekoniecznie melodyjny i czysty, dużo elektorniki, dużo energii, niezdatne jeśli chce się zasnąć. W ten sposób poznałam Le Tigre.

Nie będę oszukiwać, że wiele wiem o Le Tigre, bo właściwie za wiele nie wiem. Oprócz tego, że to dwie panie, momentami wspierane przez DJa i kilka innych osób. Że nie śpiewają o niczym, że ich teksty są sensowne, że mają konkretne poglądy polityczne. Wiem też, że wydały 3 albumy: "Le tigre" w 1999, "Feminist Sweeptakes" w 2001 i "This Island" w 2004. Najlepiej znam i najbardziej lubię debiutancki krążek. Do gustu przypadł mi również "This Island", natomiast środkowy album przewinął się przez mój odtwarzacz i zniknął.

Dzisiaj piosenka która zawsze poprawia mi humor, nie tylko ze względu na teledysk. Le Tigre i Deceptacon:

 

PS. Wiem, że już jest 5 grudnia, ale liczę, że to nadal 4 grudnia ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz